Pokazywanie postów oznaczonych etykietą powieść epistolarna. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą powieść epistolarna. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 5 sierpnia 2013

August






















Autor: John Williams
Tytuł oryginalny: Augustus
Tłumaczenie: Ewa Czerwińska
Miejsce i rok wydania: Warszawa, 2007
Wydawnictwo: PIW

 
Rzym, rok 44. przed Chrystusem.
Juliusz Cezar zostaje zamordowany. Miasto pogrąża się w chaosie. Na mocy testamentu dziedzicem Cezara ma zostać jego dziewiętnastoletni krewniak, Oktawian. Niedoświadczony, kontemplacyjny z natury chłopak nie bardzo zdaje się nadawać do wkroczenia na brutalną, pełną spisków scenę polityczną. Mimo sprzeciwów rodziny postanawia jednak przyjąć spadek. Nikt nie podejrzewa, jakie konsekwencje będzie miała ta decyzja dla całego ówczesnego świata...
 
Jest to historia o tym, jak Oktawian stał się bogiem, opowiedziana w pamiętnikach i listach, wymienianych przez jego bliskich i wrogów. Dzięki temu zabiegowi obraz wydarzeń zostaje odmalowany w wyjątkowo intensywnych barwach. Autorowi udało się nawet ogarnąć mariaże dynastii julijsko-kludyjskiej (tak, tak - "Moda na sukces" to przy tym pikuś)!
Najbardziej podobały mi się fragmenty dziennika Julii, ze względu na wewnętrzną przemianę, jaką przeszła.
 
Gdybym miał szukać analogii, klimatem najbardziej przypomina serial HBO "Rzym".
Pierwotnie powieść ta ukazała się w roku 1972. Szkoda, że tyle czasu musieliśmy czekać na polskie wydanie, bo jeśli ktoś interesuje się historią starożytną, lektura tej książki na pewno sprawi mu przyjemność.
 
 
Moja ocena: 7/10

piątek, 14 czerwca 2013

Kolor purpury






















Autor: Alice Walker
Tytuł oryginału: The Color Purple
Tłumaczenie: Michał Kłobukowski
Miejsce i rok wydania: Warszawa, 1992
Wydawnictwo: Ryton

Ekranizacje: "Kolor purpury" w reżyserii Stevena Spielberga z Whoopi Goldberg w roli Celii, 1985 r. (Więcej informacji o filmie dostępnych tutaj )


Poznajcie Celię: jest prosta, słabo wykształcona i niezbyt piękna, ale za to pracowita, wrażliwa i ma złote serce. Jest też - jakbyśmy dziś powiedzieli - zupełnie pozbawiona asertywności.
Wykorzystywana (także seksualnie) przez ojczyma, wydana za mąż za mężczyznę, który nic do niej nie czuje, a któremu potrzebna jest tylko w charakterze gosposi i niańki do gromadki nieznośnych dzieci, nieśmiała i zastraszona (pan mąż ma ciężką rękę i wymaga absolutnego posłuszeństwa) dziewczyna znosi upokorzenia, o swoim bólu opowiadając w listach, adresowanych do Boga.
Wszystko zaczyna się zmieniać, gdy pewnego razu mąż przywozi do domu swoją chorą, odtrąconą przez lokalną społeczność kochankę - odważną i przebojową piosenkarkę, Cuksę Avery...

To taki "czarny feminizm południa Stanów Zjednoczonych" - pod wpływem Cuksy, a potem też żony swojego pasierba, Sofii, Celia odkrywa własną wartość i godność.
Nawiązuje przyjaźnie, uczy się, jak być kobietą - ładnie wyglądać, czerpać przyjemność z seksu. Nabiera odwagi i pewności siebie. To długotrwały proces, ale też drogę Celii obserwujemy od wczesnych lat młodzieńczych do wieku "mocno średniego".
 
"Kolor purpury" jest także opowieścią o codziennym życiu amerykańskich Murzynów w pierwszej połowie XX wieku. Wydawało mi się egzotyczne, z mocno niefrasobliwym stosunkiem do rozmnażania się i zdrady - małżeństwa mogły żyć w przyjaźni z kochankami obojga współmałżonków, tworząc jedną, wielką rodzinę. Jednak, jak stwierdziła Cuksa, w gruncie rzeczy chodzi o to, że "wszystko chce być kochane", co wcale nie różni się aż tak bardzo od pragnień dzisiejszych ludzi.
 
Na początku drażniło mnie, że język powieści jest stylizowany - kolokwializmy, zapisy fonetyczne, błędy ortograficzne i wszystkie te "-ilim" (robilim, chodzilim) zdrowo podnosiły mi ciśnienie, jednak mniej więcej w połowie książki się z nimi oswoiłem, a nawet zacząłem się zastanawiać, ile wysiłku musiało kosztować tłumacza zachowanie takiej formy. Trochę zbijający z tropu był też brak oznaczeń chronologicznych; niekiedy między jednym a drugim listem mijał spory okres czasu, a wywnioskować to można było jedynie na podstawie treści.
 
Ogólnie jednak to piękna historia i cieszę się, że natrafiłem na nią właśnie teraz, kiedy tak dużą wagę przywiązuje się do pozorów, opakowań, zewnętrzności - przypomniała mi starą prawdę, że nie wszystko złoto, co się świeci.


Moja ocena: 8/10