Pokazywanie postów oznaczonych etykietą belgijska. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą belgijska. Pokaż wszystkie posty

piątek, 23 sierpnia 2013

Podróż zimowa





















Autor: Amelie Nothomb
Tytuł oryginalny: Le Voyage d'hiver
Tłumaczenie: Joanna Polachowska
Miejsce i rok wydania: Warszawa, 2011
Wydawnictwo: Muza


Paryż, czasy współczesne. Trwa wyjątkowo mroźna zima. W trakcie wykonywania rutynowej kontroli ogrzewania w starej kamienicy pracownik gazowni, Zoil poznaje mieszkającą na poddaszu Astrolab i zakochuje się w niej. Jest tylko jeden problem: dziewczyna z misjonarskim oddaniem opiekuje się niezdolną do samodzielnego życia genialną, autystyczną pisarką i zajęcie to stawia wyżej niż wszystko inne. Nawet swoje własne szczęście. Odrzucony Zoil planuje zemstę na miarę swojego uczucia...
 
To książka o tym, jakie są skutki zażywania grzybków psylocybinowych, do czego może prowadzić odtrącona miłość i dlaczego wieża Eiffla ma kształt litery A. Coś takiego mogła napisać tylko Amelie Nothomb!
 
Od bogatej fantazji, niezwykłych przemyśleń (dlaczego pilotowanie jest łatwiejsze od palenia?), przez surrealistyczne imiona, miłość słów aż do "stałych" motywów jej prozy (jedzenie) - tę autorkę można lubić lub nie, ale z pewnością nie sposób jej odmówić oryginalności i wyjątkowego stylu!


Moja ocena: 6/10

niedziela, 23 czerwca 2013

Słownik imion własnych




















Autor: Amelie Nothomb
Tytuł oryginalny: Robert des noms propres
Tłumaczenie: Joanna Polachowska
Miejsce i rok wydania: Warszawa, 2003
Wydawnictwo: Muza
Seria: Galeria


Z powieściami Amelie Nothomb jest jak z seksem oralnym albo jedzeniem owoców morza - albo się je lubi, albo przypłaca się lekturę mdłościami. W każdym razie jej proza nikogo nie pozostawia obojętnym.

I tym razem Amelie serwuje nam koktajl bajdurzenia, blagowania, groteski i absurdu w swoim unikalnym stylu. W historii marysuicznej Plectrude powracają natrętne, prawie chorobliwe fascynacje dzieciństwem, jedzeniem i morderstwami. Ponownie jesteśmy drażnieni ekstrawagancją, jednocześnie nie mogąc zdusić w sobie ciekawości "co będzie dalej?" i "cholera, skąd ona bierze takie pomysły?!". Znów wszystko ma niewiele sensu, ale tylko pozornie - jeśli bowiem zastanowimy się przez chwilę, możemy w oparciu o lekturę postawić szereg wcale niegłupich pytań. I jeszcze raz przygoda kończy się zdecydowanie za szybko, nie pozostawiając nam nic innego, jak tylko czekać na kolejną powiastkę pani Nothomb...

Często spotykam się z opinią, że lekturę powieści Amelie najlepiej zacząć od tej najbardziej znanej, "Z pokorą i uniżeniem". Nie podzielam jej - Belgijka jest autorką na tyle charakterystyczną, że jeśli ma "chwycić", stanie się tak bez względu na wybrany tytuł; jeśli nie, każda kolejna książka będzie jeszcze większym rozczarowaniem.
Komu więc polecam "Słownik..."? Wszystkim tym, którzy nie boją się smakować odmienności.

P.S. Nie mogę nie pochwalić okładki polskiego wydania - jest po prostu prześliczna!


Moja ocena: 8/10